Diagnoza: niepłodność

Już od ponad 30 lat, w swoim gabinecie ginekologicznym, codziennie spotykam się z parami, które nieskutecznie starają się o dziecko. W mojej opinii, nasze społeczeństwo wciąż w niewielkim stopniu wie, czym jest leczenie niepłodności – zarówno w kontekście dostępnych terapii, jak i obciążenia fizycznego czy psychicznego, z jakim muszą zmagać się bezdzietne pary.

One same, choć, trzeba przyznać, wytrwale nie ustają w kolejnych próbach poczęcia potomka – w szumie informacyjnym dzisiejszego świata, potrzebują sprawdzonych danych na temat dostępnych możliwości terapii. Najbardziej „oczywiste rozwiązania” nie zawsze są bowiem „oczywiste”
w leczeniu niepłodności. Dla przykładu pozwolę sobie przybliżyć historię pacjentki, która musiała zmierzyć się z zaburzeniem dotykającym
aż ok. 10-15% kobiet w wieku reprodukcyjnym, a mimo to – jak się okazuje – niekiedy trudnym do zdiagnozowania.



Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie para, która od 4 lat bezskutecznie starała się o dziecko. Określono, że przyczyna niepłodności leży po stronie kobiety – u mężczyzny nie stwierdzono problemów z nasieniem.
Pacjentka miesiączkowała nieregularnie a wcześniej wykonane badania hormonalne wykazały nieprawidłowości – m.in. podwyższony poziom androgenów, których nadmiar powoduje u kobiet zaburzenia płodności, oraz podwyższone stężenia prolaktyny – hormonu mającego wpływ na regularność cykli miesiączkowych. Wykraczające ponad normę wartości mogły wskazywać na zaburzenia wzrostu pęcherzyków jajnikowych.
Podjęto wtedy decyzję o leczeniu objawowym, polegającym na unormowaniu wydzielania androgenów i prolaktyny, co teoretycznie dawało szansę na to, że u Pacjentki pojawi się jajeczkowanie. Podano leki antykoncepcyjne oraz ograniczające wydzielanie prolaktyny, które wprawdzie obniżały wskazania poszczególnych hormonów, ale również blokowały dojrzewanie komórek jajowych zdolnych do zapłodnienia.

Poszerzono także zakres badań diagnostycznych, by sprawdzić, czy nie występują zaburzenia wydzielania prolaktyny, które mogą być przyczyną zaburzeń jajeczkowania. Przeprowadzono test pobudzenia przysadki mózgowej oraz rezonans magnetyczny, który wykazał mikrogruczolaka o wielkości 3 mm. Ponieważ mógł on mieć wpływ na zbyt duże wydzielanie prolaktyny, zdecydowano o zwiększeniu dawki leków blokujących jej wydzielanie.

Jednak para zaniepokojona nieskutecznością podejmowanych kolejnych prób, zgłosiła się do mnie na konsultację. Podejrzewałem, że w tym przypadku przyczyną kłopotów z zajściem w ciążę był brak jajeczkowania spowodowany zespołem policystycznych jajników.

Przeprowadziłem zatem dodatkowe badania: USG jajników oraz oznaczenia stężenia hormonu AMH, wskazującego na liczbę pęcherzyków w jajniku potencjalnie zdolnych do rozwoju. Okazało się, że jajniki Pacjentki są powiększone i w każdym z nich znajduje się 16-20 pęcherzyków o wielkości ok. 6 mm (zwykle dojrzałe pęcherzyki mają ok. 20 mm). Oznacza to, że pęcherzyki nie wchodziły w fazę rozwoju, podczas której poddawane były działaniu gonadotropin (hormonów FSH i LH pobudzających je do dojrzewania). Wzrost stężeń prolaktyny należy w tej sytuacji traktować jako wynik udziału tego hormonu w kole zaburzeń, a nie ich bezpośrednią przyczynę.

Wyniki badań potwierdziły zatem występowanie u Pacjentki zespołu policystycznych jajników – jak już wspomniałem, jednej z najczęstszych przyczyn zaburzeń owulacji. W tej sytuacji, by wywołać jajeczkowanie, podałem Pacjentce lek powodujący zwiększenie uwalniania gonadotropin – hormonów, które stymulują wzrost i dojrzewanie pęcherzyków. Jednak po obserwacji reakcji organizmu i stwierdzeniu znacznych efektów antyestrogennych (m.in. nie nastąpił wzrost endometrium, umożliwiający zagnieżdżenie się zarodka w macicy), zdecydowałem o zmianie terapii i zastosowaniu do indukcji jajeczkowania hormonu FSH (tak, nawet przy dobrze postawionej diagnozie, najbardziej „oczywista terapia” nie jest zawsze wystarczająca. Efektywne leczenie niepłodności wymaga wzmożonej obserwacji reakcji organizmu – zarówno przez lekarza, jak i, nierzadko, samych pacjentów). Już w drugim cyklu okazało się, że Pacjentka zaszła w ciążę. Obecnie jest w 24 tygodniu.

W tym przypadku leczenie zakończyło się sukcesem, dzięki determinacji pary, sprawnej współpracy z lekarzem oraz odpowiednio dobranej terapii. Zawsze warto jest podejmować próby, szukać innych sposobów, ponieważ współczesna medycyna oferuje wiele rozwiązań, które umiejętnie zastosowane, mogą spełnić marzenie wielu osób o posiadaniu dziecka. Postaramy się przybliżyć je czytelnikom niniejszego bloga... (cdn.)

Autor wpisu: prof. dr hab. n. med. Sławomir Wołczyński - ekspert Ośrodka Studiów nad Płodnością Człowieka
Trwa ładowanie komentarzy...